Syrop przyrządzałam na początku maja. Przełom kwietnia i maja to najlepszy okres na jego sporządzenie. Do końca maja, jak twierdzą niektórzy, też można, wszystko zależy od pogody.
Jest niezastąpiony w domowych apteczkach, w infekcjach dróg oddechowych, przeziębieniach, anginie, grypie, kaszlu.
W aptekach znany pod nazwa syropu „pini” i w swoim składzie ma też inne dodatki.
Pyszny jest, profilaktyczne możemy dodawać małe ilości, do sporządzania herbatek i innych napojów.
Pędy sosny zrywałam na działce, pod okiem fachowca, tylko boczne pędy i to do ich połowy. W ten sposób sosna nie ucierpi, wręcz przeciwnie będzie pięknie rosła w górę, a w miejsce uszczkniętych pędów, na następny rok wypuści kilka nowych i piękniejszych.
Wpis dodaję do akcji: Rosliny jadalne z polskiej łąki i lasu
Jest wiele sposobów na odzyskanie olejku sosnowego z pędów sosny. Ja zrobiłam to tak:
Na 1 litr powstałego płynu dodałam 500g cukru, / melasy / i sok z jednej cytryny.
W trakcie gotowania, zamykamy oczy i czujemy się jak w lesie, piękny zapach w całym domu i nieplanowana inhalacja:) czujemy się zrelaksowani...Hola, hola, w trakcie gotowania, musimy zerkać, czy woda cały czas przykrywa pędy, jeśli nie, musimy dolać:)
Można pogotować płyn z cukrem dłużej, około godziny, wtedy będzie bardziej gęsty.
Zostawiamy na jesienne dni i okres zimy! Nie używamy wcześniej, chyba, że dopadnie nas jakieś przeziębienie:)
SMACZNEGO I DUŻO ZDROWIA:)
Na naszej Planecie wody jest zawsze tyle samo od wieków, odkąd powstało życie.
Morza, oceany, rzeki, źródła podziemne... Jedyna substancja, która występuje w trzech stanach skupienia: ciekłym, stałym i lotnym.
Woda z kranu, najbardziej popularna, przetwarzana ze ścieków przez człowieka, używana codziennie przez miliony ludzi.
Która jest najcenniejsza? ta czerpana bezpośrednio z natury, czy ta oczyszczana i używana ponownie?
„Woda - Wielka tajemnica”, przyjmuje dobre i złe emocje z przyrody i od człowieka.
Czy woda ma pamięć?
Kiedy obejrzałam serię filmów w sieci na jej temat, zupełnie inaczej ją postrzegam.
Jest wiele miejsc w Polsce, godnych uwagi, które na pewno przyćmiewają ten skromny teren, jakim jest Źródełko Maryi.
Dolny Śląsk, kierunek Kudowa Zdrój, po lewej stronie drogi, za przygranicznym bazarkiem jest tablica, która informuje, w jakim kierunku mamy skręcić, aby dojechać do Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Zielonej Dolinie u Źródełka Maryi.
Można dojechać samochodem bez problemu. Ci, co mieszkają w pobliżu mogą dojechać rowerem, albo na piechotę.
Wystarczy skręcić w lewo z głównej drogi, jest około 2km. W dni bezdeszczowe tumany kurzu za samochodem to normalność. Dojeżdżamy do maleńkiego parkingu na skraju lasu, gdzie wokoło pola porośnięte łanami zbóż i leszczyną. Ptaki witają nas, swoim relaksującym śpiewem.
Miejsce piękne, zielone i magiczne. Najpiękniej jest tu wiosną.
Tablica przy parkingu, informuje nas, gdzie mamy się udać po kryształową, lodowatą wodę, która płynie z głębokiego źródła. Wydeptaną ścieżką, około 60m dojdziemy w głąb lasu, gdzie na wysokiej skarpie stoi mały, niezwykły kościółek, zupełnie jak z bajki:)
Tak po prostu, wśród starych drzew i różnorodnych krzewów. Wcześniej był w kolorze niebieskim, obecnie przemalowany na kremowy, ładniej komponuje się z zielenią.
Obok na dość dużym terenie, długie drewniane ławy dla wiernych, którzy przybywają od maja do września na msze odprawiane w tym maleńkim kościółku, w którym tylko ksiądz i jego ministranci mogą się zmieścić. W środku kościółka wiele pamiątek, pozostawionych przez turystów i tubylców w darze za wodę życia.
Atmosfera tego miejsca karmi nas ciszą i spokojem.
Schody w dół, od strony kościółka, ścieżki i głębi lasu, pozwalają nam dotrzeć z każdej strony do źródełka, które leży, co najmniej dwa piętra w dół.
Woda wypływa tu niemal od dwóch wieków. Nie ma tu kranu ani innych udoskonaleń, tylko metalowa rurka zabetonowana w murze, pod którą podstawia się naczynie na wodę.
Nawet w dni upalne jest tu bardzo chłodno. Poszycie lasu, wysokie świerki i drzewa liściaste prezentują się dumnie, jakby czuwały wieki nad tym tajemniczym miejscem.
Przychodzi tu mnóstwo ludzi z pojemnikami na wodę. Czasami widać zamyślone osoby siedzące na kamiennych schodach, jakby chciały odpocząć po trudach dnia codziennego.
Tu nikt o nic nie pyta, tu nie ma głośnych rozmów. Nawet dzieci są jakieś grzeczne, zaciekawione i spokojne.
Oprócz kwiatów sztucznych, jest zawsze mnóstwo świeżych, wyglądają tak, jakby je ktoś przed chwilą ułożył w wazonach. Jest po prostu cudnie.
Za każdym razem, kiedy tu jestem, zachwycam się tym miejscem.
Jeśli będziecie w okolicy, zajrzyjcie tutaj. Chociażby po to, aby chwilę odetchnąć, posłuchać i uporządkować własne myśli, obmyć twarz i ręce źródlaną wodą, nabrać jej i wziąć ze sobą do domu, dla siebie i swoich bliskich.
Proste, pyszne, bezproblemowe.
Tymi ciasteczkami możemy poczęstować wszystkich i przy każdej okazji.
Imieniny, urodziny, I komunia / na czasie /, wszelakie święta i imprezy. Są po prostu uniwersalne.
Nie musimy mieć wyszukanych składników, żeby przygotować coś pysznego.
W tym przypadku: mąka, masło, jajka, cukier i trochę zielska, czyli ziół, o różnych smakach, które mamy do dyspozycji w naszych ogródkach, sklepach czy zupełnie dziko rosnących.
Przepis na ciasteczka wyszukałam na stronie Smaki Imprezy. Chociaż ciasto kruche nie ma dla mnie tajemnic, to te proporcje, użyte przez Olgę są naprawdę dobre.
Olga użyła kwiatów lawendy, ja werbeny cytrynowej, zwanej fachowo, Lippia trójlistna, w której się zakochałam:)
Jak tylko pojawiła się na polskim rynku, mało było na jej temat w sieci, teraz jest już bardziej znana i o dziwo wyczytałam, że można ją uprawiać, jako kwiat domowy, trzymając w zimie w domu na parapecie. Zobaczymy:)
Do tych ciasteczek pasuje również mięta lub bazylia. Świetnie sprawdziłyby się kwiaty akacji lub inne kwiaty jadalne, które będą nam towarzyszyć do późnej jesieni.
Już widzę w tych ciasteczkach pachnące kwiaty dzikiej róży, ależ cudnie by wyglądały:)
Dodatek w postaci ziół czy jadalnych kwiatów, to już nasza wyobraźnia.
Bardzo polecam, szczególnie ciasteczka mini, takie... raz do buzi:). Moje, te najmniejsze mają wymiary około 2x2cm.
Oryginalny przepis od Olgi:
Masło, mąkę, jajko i cukier puder oraz waniliowy wkładam do malaksera i miksuję do czasu, aż powstanie jednolita kula ciasta. Masę wyjmuję z robota i ręcznie ugniatam przez chwilkę z kwiatami lawendy. Ciasto przekładam do torebki foliowej i wkładam do lodówki na około godzinę, aby stężało. Na wysypanej mąką stolnicy wałkuję ciasto lawendowe na cienki placek. Ostrą wycinarką wycinam ciastka, które układam na blaszce wyściełanej papierem do pieczenia. Ciasteczka piekę w piekarniku nagrzanym do 180 stopni C przez około 10-15 minut. Po wystudzeniu na blaszce najlepiej smakują z filiżanką aromatycznej herbaty.
SMACZNEGO:)
„...Nad nami dmuchawce, latawce, wiatr.
Daleko z betonu świat...”
No właśnie, z dala od cywilizacji zbieramy kwiaty mniszka i inne chwasty do naszych domowych apteczek. Wpis dodaję do akcji Rośliny jadalne z polskiej łaki i lasu
Na przełomie kwietnia i maja mniszek tworzy piękne dywany żółtych kwiatów na tle zielonych traw w ogrodach, przydrożach, trawnikach i ugorach. Jest go mnóstwo wszędzie.
Jego owocem są dmuchawce, delikatny puszek, przenoszony przez wiatr na duże odległości.
Baba czy dziad? to zabawa z dzieciństwa. Pewnie ją pamiętacie:)
Zanim podam przepis na syrop, proponuję suszone płatki z mniszka. Zbieramy kwiaty bez szypułek, nawet do czerwca w miarę rozkwitania. Można same płatki ciąć nożyczkami w trakcie zbierania. Suszymy je w miarę szybko, aby nie wykształciły się nasiona. Tu właśnie świetnie sprawdza się suszarka, o której pisałam przy suszeniu pokrzywy.
Suszone płatki pijemy zaparzając z nich herbatkę. Możemy również je ucierać w moździerzu dodając do ciasta, aby uzyskać ładny żółty kolor.
Dowiedziałam się o tym od starszej Pani i mam zamiar to wypróbować, jak tylko wróci ładna pogoda.
Tymczasem, podaję przepis na syrop z tego pięknego chwastu:)
Potrzebujemy:
Tak szczerze, to nie liczyłam dokładnie kwiatów. W planie nie miałam zebrania takiej ilości!. Pogubiłam się w liczeniu:) Mogłam się pomylić o 100 czy 200 na + czy -
Zebrane kwiaty rozłożyłam na prześcieradle. Przerzucałam każdy do koszyczka. Potem ponownie je rozłożyłam i znów do koszyczka. Taka syzyfowa praca:).W ten sposób pozbyłam się lokatorów.
Następnie z każdego kwiatka, cięłam nożyczkami same płatki do oddzielnego naczynia.
Musimy to robić w miarę szybko, kwiaty nie mogą długo leżeć.
Wodę zagotowałam z cukrem, wystudziłam. Dodałam ścięte płatki kwiatu. Wymieszałam, przykryłam i odstawiłam w chłodne miejsce, od czasu do czasu mieszając. Pozostawiłam na około 30 godzin. Po tym czasie, kwiaty wycisnęłam przez tetrę. Do powstałego płynu dodałam sok z cytryn. Przelałam do małych słoiczków, zakręciłam i do lodówki. Dodatkowo zabezpieczyłam słoiczki materiałem. Nie chodziło mi o to, aby ładnie słoiczki wyglądały, bo w lodówce wyglądać pięknie nie muszą, ale w ten sposób zabezpieczyłam dodatkowo przed dostępem powietrza i wilgoci.
Pracy mnóstwo, efekt znakomity:)
To ważne!
Syropu nie pasteryzujemy i wcześniej nie gotujemy z kwiatami. Przez gotowanie tracimy dużo cennych składników. Syrop jest pyszny. Nie przypomina lejącego miodu, jest bardziej płynny.
Wróciłam cała i zdrowa, więc tematem moich 3 kolejnych wpisów będzie to, co przygotowałam w czasie pobytu w Kotlinie Kłodzkiej.
Na początek pyszne, proste racuszki drożdżowe, z kwiatami bzu, a bardziej prawidłowo, z kwiatami lilaka pospolitego. Najlepsze jeszcze ciepłe.
Jest to tradycyjna potrawa kuchni polskiej. Można je przygotowywać z różnymi dodatkami.
Kwiaty jadalne, owoce świeże, suszone... Wszystko dozwolone, co komu przyjdzie do głowy:)
Potrzebujemy:
Do miski przesiewamy mąkę, robimy na środku wgłębienie, wkruszamy drożdże, wlewamy ciepłe mleko i cukier. Zagarniamy odrobinę mąki, mieszamy drewnianą łyżką i czekamy aż drożdże ruszą.
Trwa to zwykle 15 minut.
Dodajemy pozostałe składniki, mieszamy do połączenia. Na koniec wsypujemy wcześniej oberwanie i opłukane kwiaty, mieszamy delikatnie, przykrywamy ściereczką i odstawiamy na jakieś 30-40 minut, aby ciasto wyrosło.
Nakładamy łyżką ciasto, niedużo na patelni jeszcze urosną.
Smażymy na gorącym oleju, z obu stron do zrumienienia, posypujemy cukrem pudrem i dodatkowo kwiatami bzu.
Tym, którzy jeszcze nie smażyli racuszków, podpowiem, że ciasto wykładamy na gorący olej, a potem lekko przykręcamy gaz.
Zbyt duży gaz spowoduje szybkie ich zrumienienie, a ich środek może pozostać surowy.
Przygotowanie kwiatów, to taka koronkowa robota:).
Najpierw kwiaty chwilę moczyłam w wodzie. Potem zrywałam same te maleństwa, bez zielonych osłonek.
Uwaga!
Kwiaty zrywamy z dala od miejsc zanieczyszczonych.
Smacznego:)
czwartek, 17 maja 2012
Licznik odwiedzin: 678 579 (wersja testowa)
Napisanie kilku słów o sobie, jest trudniejsze niż nowy przepis na chleb!
Jestem miłośniczką domowego chleba i zdrowej kuchni, bez nadmiaru słodyczy.
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||
Leśny Zakątek to maleńka cząstka otaczającej nas przyrody. Las, grzyby leśne, jagody, zioła, kwiaty, ptaki. Leśny Zakątek to również pieczenie chleba na zakwasie, bułek, ciast i ciasteczek. Bo prze...
więcej...Leśny Zakątek to maleńka cząstka otaczającej nas przyrody. Las, grzyby leśne, jagody, zioła, kwiaty, ptaki. Leśny Zakątek to również pieczenie chleba na zakwasie, bułek, ciast i ciasteczek. Bo przecież przyroda i człowiek to nierozłączna jedność, to ona nas hojnie karmi, to dzięki niej możemy wyczarować pyszności w kuchni.
schowaj...Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Czy pieczesz chleb w domu ?